timerPrzewidywany czas czytania to 9 minut.

Meet at Rift to festiwal skupiający się na twórczości studia Riot Games. Główne atrakcje to zazwyczaj treści związane z grami League of Legends oraz Valorant. Wydarzenie miało swój debiut w 2022 roku w Łodzi i od tego czasu odbywało się dwa razy do roku, naprzemiennie w Łodzi i Warszawie. Dotąd znane było z esportowego charakteru, ale oferowało też wiele dodatkowych atrakcji – wykłady, konkursy, gry terenowe i inne formy rozrywki. W tym roku 17-18 maja Meet at rift przeniósł się do Krakowa i… ewidentnie tym razem event nie dowiózł.

  • W porównaniu do poprzednich edycji na tej edycji poza esportem tak właściwie nie za wiele się działo
  • Była dodatkowa strefa “Spirit Blossom”, która była strefą samego Riotu.
  • Pokaz Cosplay poprowadzono inaczej niż dotychczasowe znane nam konkursy.
  • Jedyne stoisko CD-Action sprzedawało gadżety, ale zostały szybko wyprzedane.
  • Cała organizacja Meet at Rift wydawała się być robiona “na kolanie”.

Scena na hali, a na niej Pokaz Cosplay i Rift Legends

Pokaz Cosplay – nowa formuła, mieszane emocje

Meet at Rift 2025 - parada cosplay

Festiwal rozpoczął się w sobotę o godzinie 10:00. Dwie godziny później ruszył pokaz cosplay, który miał nietypową formułę – według prowadzącego był to pierwszy tego typu konkurs w Polsce. Uczestnicy oceniani byli m.in. pod względem makijażu i odwzorowania postaci, a występy miały formę przejścia po scenie (tzw. catwalk). Osobiście nawet wzięłam w nim udział i uważam, że sam pokaz był całkiem dobrze poprowadzony. Organizatorzy na miejscu powiedzieli nam dosyć jasno jak to będzie wyglądać i co mamy robić. Niestety, inne informacje były przekazywane bardzo chaotycznie. Co prawda wiedzieliśmy, że konkurs będzie o 12:00. Jednak maila z dokładniejszymi informacjami i tym gdzie i o której mamy się zjawić dostaliśmy dopiero o 22:30 w piątek.

Dostaliśmy dostęp do osobnej szatni, w której mogliśmy na spokojnie się przygotować na występ. Był tam nawet całkiem dobrze wyposażony stół z rzeczami do napraw. Dodatkowo powiedziano nam, że będziemy mieli dostęp do tej szatni też w niedzielę. Jak się jednak okazało, o 11:30 w niedzielę, gdy niektórzy byli już w drodze na event dostaliśmy maila, że jednak tej szatni nie dostaniemy. Poza tymi drobnymi szczegółami myślę, że sam pokaz był całkiem fajny też ze względu na jego konwencję. Cosplayerzy niezależnie od tego czy ich strój był robiony ręcznie czy kupiony mieli szansę wyjść na scenie i się pokazać. W dodatku nagrodą była bardzo urocza w postaci ręcznie robionej statuetki z Poro.

Rift Legends – esport na wysokim poziomie

Meet at Rift - jedna z drużyn na Rift Legends

Na głównej scenie mogliśmy też zobaczyć  półfinał (w sobotę) oraz finał (w niedzielę) Rift Legends. Sam turniej wyłaniała zespoły, które będą reprezentować Polskę w nadchodzących EMEA Masters. Oba mecze cieszyły się bardzo dużą popularnością. Na pewno towarzyszyły im intensywne emocje, a cała publiczność aktywnie kibicowała swoim faworytom. Muszę przyznać, że pomimo, że sama nie interesuje się e-sportem to i tak z daleka można było zobaczyć, że Rift Legends cieszyło się naprawdę dużym zainteresowaniem. Również jak rozmawiałam z uczestnikami, którzy przyszli na Meet at Rift dla e-sportu mówili, że naprawdę dobrze się bawią i wszyscy kibice są bardzo kulturalni. Podobno na którejś z poprzednich edycji z tą kulturą było nieco gorzej, więc tutaj oczywiście na plus.

Dodatkowe atrakcje – warsztaty, quizy i strefy partnerów

Strefa Riot

Pierwszy raz na Meet at Rift powstała drobna strefa po prostu dla twórców Riotu, którzy organizowali tam drobne quizy i konkursy, na których można było dostać specjalne pocztówki prosto z Ionii, czyli jednego z regionów świata stworzonego przez Riot. Była to najbardziej kreatywna strefa, na której prowadzący starali się jakkolwiek uratować honor Meet at Rift. Prowadzili tam różne quizy i rozmowy z popularnymi twórcami i próbowali zarazić ludzi swoją energią. Dodatkowo była to jedyna strefa, na której była naprawdę ładna ścianka gdzie można było zrobić sobie zdjęcia.

Strefa warsztatowa

Meet at Rift - tworzenie poro

Dodatkowo była malutka strefa warsztatowa (kilka stolików połączonych w jeden), na którą ciężko było się dostać. Na tej strefie mogliśmy stworzyć własnego poro lub Wingmana, czyli dwa stworzenia ze świata League of Legends i Valoranta. Poza tym było również planowanych kilka warsztatów tworzenia wież z Lol’a. Jednak po pierwszych warsztatach okazało się, że kartonów zaczęło brakować, więc więcej ich nie zorganizowali. Zapytaliśmy ze znajomymi czy będziemy mogli przyjść jeszcze na 16:00 na tworzenie poro (zgodnie z harmonogramem). Powiedzieli nam, że oczywiście te warsztaty jeszcze się odbędą. Nawet dostałyśmy informację, że może być chwilka obsuwy. Wróciliśmy więc o 15:50 na tę strefę i okazało się, że tworzenie poro już się zaczęło jakiś czas temu i nie ma wolnych miejsc. Milutko. Następnego dnia te warsztaty miały odbyć się o 12:00. Ale okazało się, że przenieśli je na 14:00, ponieważ organizatorzy narzucili dziewczynom ze stoiska więcej twórczości związanej z Valorantem.

Strefa “kolorowanek”

Zaraz obok strefy warsztatowej, była równie duża strefa, na której harmonogram mówił o “malowaniu poro” oraz “malowaniu wingmana”. Polegało to na kolorowaniu maskotek z dwóch gier Riotu, a co godzinę wyłaniany był zwycięzca za najładniejszy rysunku, który za swoje dzieło dostawał nagrodę. I chociaż nie dowiedziałam się co to były konkretnie za nagrody, poza książką “Ambessa. Wybrana przez Wilka.” to wiem, że były to naprawdę fajne rzeczy.

Strefa Free to Play

Jeśli nie interesowało nas to co aktualnie działo się na scenie mogliśmy wziąć udział w paru dostępnych czynnościach. Tak jak na poprzednich edycjach można było usiąść do komputerów na strefie free to play, gdzie mogliśmy pograć oczywiście w gry od Riot Games. W konkretnych godzinach można było tam zagrać z konkretnym twórcą/gościem lub wziąć udział w turnieju TFT. Nie brałam w niej udziału, ale z tego co widziałam nie było zbyt wiele wolnych miejsc, więc ta strefa cieszyła się dużą popularnością.

Meet at Rift - Free2Play

Strefa Meet&Greet

Kolejną strefą była strefa, na której co godzinę zjawiał się zaproszony twórca. Był to taki czas dla fanów kiedy mogą podejść i pogadać albo zrobić sobie zdjęcie ze swoim idolem. Była to więc taka typowa strefa, która zapewniała cię, że w danej godzinie znajdziesz interesującego cię człowieka. Goście oczywiście byli związani w jakiś sposób z Lol’em i Valorantem, czy to komentujący rozgrywki, czy grający, czy opowiadający o ich świecie.

Strefa Garnier i Alior-bank

Dwie strefy obok siebie partnerów eventu. Na strefie Garniera można było wygrać ich produkty. Aby to zrobić trzeba było najpierw wygrać grę 1v1 lub 2v2 w Lol’a, a następnie wejść do komory z silnym nawiewem i trzeba było w niej zebrać 10 latających kartek. Co było całkiem oryginalnym i fajnym pomysłem. Na strefie Alior-banku można było założyć sobie konto i dostać kartę z wizerunkiem konkretnych postaci z Lol’a, a przy okazji zgarnąć walutę do gry.

Strefa CD-Action

Swoją strefę miał również magazyn CD-Action, który sprzedawał limitowaną edycję czasopisma dotyczącą gry League of Legends. Dodatkowo miał drobne gadżety związane z lolem i valorantem, które zostały szybko wyprzedane. Co nie jest zaskakujące, gdyż było to jedyne miejsce na całym festiwalu, w którym można było kupić sobie taką pamiątkę.

Opinie odwiedzających

Meet at Rift

Co prawda nie byłam na poprzednich edycjach Meet at Rift, ale rozmawiałam z ludźmi, którzy byli. I wszyscy potwierdzili, że poprzednie edycje, zarówno w Łodzi jak i w Warszawie były o wiele lepsze. Wiele z osób, z którymi rozmawiałam w sobotę mówiło, że raczej w niedzielę już nie przyjdą. Może to być spowodowane tym, że w tej edycji nie spotkaliśmy stoiska Project: League. Na poprzednich edycjach to dzięki nim mogliśmy chociażby zobaczyć wiele propów cosplayerowych związanych z Riot, które same w sobie też robiły za wielką atrakcje. Inni twierdzili natomiast, że to przez zmianę organizatora i ogólny chaos związany z organizacją całego eventu. Duża część festiwalu wyglądała jakby była robiona “na kolanie”. Jednak co było prawdziwą przyczyną tego, że event wyszedł tak tragicznie wiedzą raczej tylko pojedyncze osoby.

Organizacja Meet at Rift – chaos i niedoinformowanie

Wszystkie aspekty organizacyjne wydawały się naprawdę kuleć na tej edycji festiwalu. Zapowiedź Meet at Rift pojawiła się dopiero na trochę ponad 2 miesiące przed wydarzeniem. Wszystkich zaskoczył aspekt nagłej zmiany miejsca na Kraków. Jakby tego było mało, hala, na której miało się to odbywać również zmienili 3 tygodnie przed rozpoczęciem eventu. Ale przynajmniej zostaliśmy już w tym Krakowie. Tak samo paradę cosplay organizatorzy zapowiedzieli dopiero 2 tygodnie przed. Reklamowano ją darmowymi biletami, mimo że większość cosplayerów zdążyła już kupić wejściówki. Harmonogram stref dostaliśmy dopiero na kilka dni przed wydarzeniem (kiedy wszystkie wejściówki zostały wyprzedane, więc już nie można było się wycofać, a wszyscy kupowali bilety tak naprawdę w ciemno). A na 5 dni przed festiwalem organizatorzy zorganizowali konkurs na instagramie, w którym można było zdobyć 2 wejściówki. Więc wszystko było robione tak naprawdę na ostatnią chwilę i bez żadnego sensownego planu.

Mała ilość atrakcji poza e-sportowych

Meet at Rift - kibicowanie

Przyznaję, że część e-sportową zorganizowano w bardzo fajny sposób. Mecze komentowane na żywo i prawdziwa sportowa atmosfera na hali. W dodatku uczestnicy eventu, którzy przyszli tam właśnie dla tych meczy mówili, że naprawdę są zadowoleni. Ale tylko z tego. Jeśli kogoś e-sport nie interesował to na poprzednich edycjach mógł zająć się wieloma atrakcjami takimi jak wykłady związane z Riotem albo jakieś interesujące gry i zabawy czy konkursy. Tutaj natomiast dosłownie nie było co robić. Obejście wszystkich atrakcji (wliczając wzięcie w nich udziału) zajmowało mniej więcej godzinkę i tyle z tego mieliśmy. Oczywiście jeśli ktoś chciał sobie pograć na dobrym sprzęcie czy wziąć udział w turnieju TFT to mógł się dobrze bawić. Dodatkowo na mapie opublikowanej na instagramie widniała ikonka ogromnego poro, który pojawiał się na poprzednich edycjach. Jednak na próżno było go szukać w miejscu, w którym miał być.

Podsumowanie

Wiele ludzi mówiło, że jakość Meet at Rift BARDZO mocno spadła. A biorąc pod uwagę, że była to pierwsza edycja, na której bilety były płatne to możemy tutaj mówić o prawdziwej tragedii. Organizacyjnie prawdziwa klapa, nawet jeśli niektórzy naprawdę starali się prowadzić swoje stoiska najlepiej jak mogą. Niektórzy twierdzili, że to nawet nie był Meet at Rift tylko Rift Legends z drobnymi atrakcjami. Ja, razem ze znajomymi, przejechałam całą Polskę, żeby się tam stawić. Dodatkowo jestem naprawdę dużą fanką Riotu i całego świata jaki tworzą w swoich grach. Był to mój pierwszy Meet at Rift i czuję się naprawdę zawiedziona i po prostu smutna. Mam nadzieję, że festiwal jeszcze da radę wrócić do czasów swojej świetności. Nie stawiam na nim całkowitego krzyżyka i chcę wierzyć, że organizatorzy kolejne edycje przywrócą do poprzednich miejsc i zorganizują tak jak należy.

About the Author

Cosplayerka, która własnoręcznie tworzy swoje kreacje od 2017 roku. W wolnym czasie lubi także pograć w gry zarówno planszowe jak i komputerowe. Mocno zakorzeniona w społeczności związanej z anime.

View Articles