W weekend (20.09-22.09) w Toruniu odbył się Copernicon, który w tym roku otrzymał rangę Polconu. Będąc na nim mogłam porozmawiać z wieloma różnymi ludźmi, których nieco “przepytałam”. Jak podobało im się na konwencie, co uważają o rozplanowaniu dostępnych budynków? Postaram się wam to opisać najlepiej jak potrafię.
Wystawcy na Coperniconie
W tym roku wystawcy zostali rozdzieleni po pokojach w budynku Pierwszego Liceum Ogólnokształcącego. W poprzednich latach natomiast z tego co udało mi się usłyszeć, byli oni rozlokowani po toruńskim rynku. Rozmawiałam o tej zmianie zarówno z wystawcami jak i z uczestnikami i opinie były bardzo podzielone.
Według wystawców
Muszę przyznać, że chodząc po wystawcach, którzy swoje stoiska mieli w pokojach na parterze nie zaskakiwali mnie oni swoim zdaniem. Przyjście do nich było dla uczestników proste, nie trzeba było wchodzić po schodach, a same sale też dało się łatwo znaleźć. Także parter na pewno nie narzekał na brak ludzi. Nieco gorsza sytuacja robiła się na wyższych piętrach. Sala umiejscowiona na środku w korytarzu pomiędzy schodami była fajna, duża i dosyć oblegana, ponieważ przechodziło się obok niej nawet idąc na prelekcje. Jednak dalsze sale, w skrzydłach szkoły nie miały już tak dobrze w życiu. W jednej sali usłyszałam, że ludzie w ogóle nie zauważali, że mają tu jakieś stoiska. W drugiej za to dowiedziałam się, że “jest lepiej niż myśleli” biorąc pod uwagę umiejscowienie. Dodatkowym problemem tu też było wniesienie całego swojego towaru na wyższe piętra. Dlatego też w przypadku wystawców można powiedzieć, że “punkt widzenia zależy od punktu siedzenia”
Według uczestników
Uczestnicy również mieli różne zdania w tym temacie. Niektórym podobało się, że dzięki osobnym salom na wystawcach jest przynajmniej stosunkowo cicho. Na plus był też fakt, że czuło się więcej przestrzeni. Inni narzekali, że przez takie zamknięcie jest im duszno. Jednak w ogólnym rozrachunku wydaję mi się, że uczestnicy nie odczuli różnicy między rynkiem czy halą, a takim rozwiązaniem. Przejście po wszystkich wystawcach nie było trudne, chyba, że cosplay utrudniał chodzenie po schodach.

Mówiąc o wystawcach i budynku liceum warto też wspomnieć o najwyższym piętrze, na którym ulokowała się mafia. Według mnie to był absolutnie świetny pomysł. Jeśli nie było się zainteresowanym graniem w mafię to nie wchodziło się na samą górę co graczom dało możliwość spokojnych rozgrywek. Byłam tam tylko na chwilę, ale wydaję mi się, że sale na poddaszu dawały do całych rozgrywek dodatkowy klimacik.
Czy budynki były daleko od siebie?
To, że Copernicon chcąc zostać w klimacie “szkolnego” konwentu organizuje swój event w różnych budynkach jest wiadome nie od dziś. Niektórzy narzekają na to, że trzeba dużo chodzić. Dla innych jest to okazja do “zrobienia kroków”. Uczestnicy byli raczej przygotowani na to, że Copernicon tak wygląda i poza drobnym marudzeniem raczej nikomu nie przeszkadzają odległości do pokonania. Odstępy między prelekcjami były na tyle duże, że można było spokojnie dotrzeć gdzie się chciało. Tym bardziej, że wszystkie budynki nie były szczególnie daleko od siebie. Jako cosplayer mogę jedynie dodać, że należy brać pod uwagę jakie nasza postać ma obuwie. Droga typu “kocie łby”, którą można spotkać na rynku zdecydowanie nie sprzyja wysokim butom.

Udało nam się złapać wioskę z rana zanim przyszli do niej ludzie i myślę, że było na niej bardzo klimatycznie.
To co się działo w budynkach również było dobrze rozplanowane. Może poza grami rytmicznymi, które były umieszczone na 2 piętrze. Przez to, że na górnych piętrach było ciepło ludzie szybko się przegrzewali i nie spędzali tam czasu tak dobrze jak by chcieli. Chociaż szczerze mówiąc, chyba nikt się nie spodziewał, że w połowie września może być tak ciepło.
Konwentowicze i niekonwentowicze
Główną cechą Coperniconu jest to, że uczestnicy chodzą po głównym rynku Torunia, żeby spędzać tam czas ze znajomymi lub przejść z jednego budynku do drugiego. Oczywiście, to wiąże się z tym, że kolorowi cosplayerzy mijają ludzi, czy to mieszkańców czy turystów, którzy nie są do końca świadomi co się dzieje. To doprowadza do wielu różnych sytuacji. Jednak z własnego doświadczenia nie mogę powiedzieć o tym nic złego. W sobotę mój cosplay się bardzo wyróżniał, a nadal ludzie “poza konwentowi” którzy mnie zaczepiali byli bardzo kochani. Wieczorem jakiś chłopak bardzo chciał, żebym zatańczyła z nim do filmiku, turyści prosili mnie o zdjęcia w różnych językach, ale cały czas zachowana była kultura.

Na największy rozgłos zasługuje pani, która złapała mnie i kilka cosplayerek, które szły za mną. Poprosiła nas o zdjęcie, na którym złapała dwie z nas pod ramię, a później powiedziała, że bardzo nas szanuje i chce mieć z nami zdjęcia, ponieważ chciałaby wspierać dzieci i młodzież. “Bo gdy da się wam przestrzeń i wsparcie pokazujecie, że potraficie tworzyć naprawdę wspaniałe rzeczy”. Nie przytoczę jej słów 1:1, ale mniej więcej taki miały przekaz. Mnie chwyciła za serce.
Co prawda słyszałam też o nieprzyjemnych sytuacjach gdy konwentowicze spotkali się z naśmiewaniem czy głupimi komentarzami. Jednak mi nic takiego się nie przytrafiło, ani nic nie zauważyłam, więc ciężko w tej kwestii mi się wypowiedzieć.
Copernicon 2024 – konkurs cosplay, gala oraz koncert Marty Bejmy
Trzy powyższe rzeczy to jedyne części programu, które działy się na scenie na dworze Artusa. Osobiście byłam jedynie na konkursie cosplay. I muszę przyznać, że scena prezentowała się bardzo dobrze, a cosplayerzy dobrze wykorzystali jej przestrzeń. Udźwiękowienie, obraz oraz światła działały bez zarzutów i było widać, że ekipa, która się tym zajmowała znała się na rzeczy. Jedyny problem na jaki konwentowicze mogli narzekać to fakt, że było tam jedynie 300 miejsc.

Gżdacze na Coperniconie
Jeśli już rozmawiać to ze wszystkimi. Dlatego też od moich pytań nie uciekli nawet gżdacze. Z tego co udało mi się od nich dowiedzieć, cała ekipa odpowiedzialna za organizowanie Coperniconu spisała się bardzo dobrze. Ich główną motywacją do działania było sprawienie, aby wszyscy się dobrze bawili i ten cel przyświecał im w czasie całych przygotowań. Dlatego jeśli kiedyś będziecie chcieli się zaangażować w taką pomoc przy organizacji jakiegoś konwentu to polecam wybranie do tego właśnie Coperniconu, ponieważ tam wszyscy helperzy są jak wielka rodzina.
Jak się bawiliśmy na Coperniconie 2024?
To był mój pierwszy raz na Coperniconie, ale myślę, że z pewnością wrócę. Ludzie, z którymi mogłam porozmawiać, zarówno konwentowicze jak i zwykli przechodnie, zdjęcia, które mogłam sobie porobić i cały klimat konwentu. Wszystko to przyczyniło się do mojej pozytywnej opinii na jego temat. I nawet fakt, że kilka rzeczy, na które chciałam pójść okazały się odwołane nie zepsuł mojego nastroju. Także z mojej strony polecam bardzo wybrać się w przyszłym roku do Torunia. Do zobaczenia!