timerPrzewidywany czas czytania to 3 minuty.

Król i zabójcy

Życie pod rządami tyrana to raczej ciężka sprawa. Nie dziwne więc, że nie raz na kartach historii pojawia się niesławny władca, któremu zdarza się umrzeć z rąk bliżej nieznanych sprawców. W grze Król i zabójcy autorstwa Łukasza “Wookiego” Woźniaka, mamy do czynienia z sytuacją, kiedy to nadarza się niepowtarzalna okazja, by skrócić o głowę niedobrego władcę. Pytanie tylko, czy gracz sterujący królem i jego strażnikami pozwoli nam na to?

“Król i zabójcy” jest grą przeznaczoną tylko i wyłącznie dla dwojga graczy. Rozgrywka jest dość szybka i już w pierwszych ruchach możemy zorientować się, na czym stoimy i czy mamy już przerąbane, czy jeszcze uda nam się wygrać.

Gdy kupiłem tę grę, nie mogłem oczywiście nie zwrócić uwagi na ładne grafiki na kartonowych pionkach i kartach, a muszę przyznać, że podwójna plansza przedstawiająca układy miejskiego rynku w dwóch różnych konfiguracjach też była niczego sobie. Do tego dochodziły fajne karty pomocnicze przedstawiające koszty ruchów postaci dla każdej ze stron oraz ładne karty ruchów (po wyciągnięciu karty wiesz, o ile może ruszyć się król, o ile jego strażnicy, a ile ruchów przysługuje mieszkańcom i zabójcom).

postacie

Początkowo stanąłem po stronie zabójców. Ma się wtedy do dyspozycji dwanaście pionków mieszkańców miasta, z których trójka wybranych przez nas uprzednio, to tytułowi zabójcy, choć na razie ukryci. Od nas zależy moment, w którym odkryjemy się, a należy taką rzecz rozważyć, bo, mimo że odkryty zabójca porusza się za mniejszą ilość punktów ruchu, to głupio jest przedzierać się przez kordon strażników, którzy mogą nas skasować za jeden punkt ruchu. Tak więc głównym zadaniem jest tak poruszać się mieszkańcami i zabójcami, żeby ustawić zabójców w jak najdogodniejszych pozycjach. Tutaj niestety pojawia się problem, bo jeżeli za mocno zbliżysz się jednym z potencjalnych zabójców, a na karcie ruchów akurat był wzór kajdan, to strażnicy mogą zamknąć delikwenta w lochu (czyli po prostu wyeliminować pionek z gry).

Skoro jednak to “Król i zabójcy” warto też było sprawdzić, jak to jest z tym monarchą. Z obu tych doświadczeń szybko wywnioskowałem, że zabójcy mają niełatwe zadanie. Pionek króla chroniony jest przez siedem pionków strażników, którzy mogą wyeliminować odkrytych zabójców (a zauważyć trzeba, że zabójca może ciachnąć króla wyłącznie wtedy, gdy jest odkryty), zamknąć mieszkańców, jeśli mają taką sposobność, a przy ruchach przepychać pionki mieszkańców z ich wcześniejszych pozycji. Jeżeli dołożymy do tego fakt, że król musi być ugodzony nożem aż dwa razy, żeby sczezł, to robi się niemały orzech do zgryzienia.

img_1389121374

“Król i zabójcy” na pewno jest grą do zabawy w ostre kombinowanie. Asymetria jest tutaj kwestią ewidentnie przemyślaną, bo podczas gdy spiskujących jest więcej, to straż króla może zrobić więcej. Nie mogłem jednak jakoś przekonać się do tej gry bardziej. Na pewno jest ładna graficznie, na pewno klimatyczna, ale nie jest łatwa, a początkowa oczywistość i prostota zasad komplikuje się przy zastosowaniu w praktyce. Im więcej jednak grałem w tę grę, tym bardziej nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że łatwiej gra się po stronie króla. Możliwe, że to ze względu na fakt, iż obiema stronami gra się w bardzo specyficzny, indywidualny dla tej strony, sposób, co niestety eliminuje możliwość przeniesienia wypracowanych tricków przy graniu drugą stroną.

Niestety nie jestem w stanie jasno odpowiedzieć, czy i komu poleciłbym tę grę. “Król i zabójcy” z jednej strony mnie zachwycił, z drugiej coś mi ciągle zgrzytało przy rozgrywce. Mimo wszystko jednak cieszę się, że Polacy też mają swój dorobek na rynku gier planszowych i że ów dorobek stale się powiększa.

 

Nasza Ocena:
  • 9/10
    Oprawa - 9/10
  • 4/10
    Pomysł - 4/10
  • 9/10
    Interakcja - 9/10
  • 6/10
    Klimat - 6/10
  • 6/10
    Losowość - 6/10
6.8/10

wypisy

“Król i zabójcy” jest grą przeznaczoną tylko i wyłącznie dla dwojga graczy. Rozgrywka jest dość szybka i już w pierwszych ruchach możemy zorientować się, na czym stoimy i czy mamy już przerąbane, czy jeszcze uda nam się wygrać.

Życzymy Miłego Grania!
O redaktorze

Szczęśliwy mąż, dumny ojciec i aspirujący pisarz. Za dnia przeprowadza bestialskie eksperymenty na grach, nocą pisze bestseller (tak przynajmniej sobie wmawia). Z wykształcenia filozof, z zamiłowania fantasta, z duszy buntownik. Koneser gier z treścią i klimatem, zarówno tych "bez prądu", jak i takich, co trochę go potrzebują.

Wszystkie artykuły