Przewidywany czas czytania to 5 minut.
Dla wielu osób mikropłatności są już czymś zupełnie naturalnie połączonym ze światem gier. Jeszcze swego czasu, kojarzyliśmy je głównie z produkcjami mobilnymi. Teraz, znaleźć je można w niemalże każdym nowym tytule, grach single player, a także tytułach, na które trzeba wydać nawet kilkaset złotych, by w ogóle móc zacząć rozgrywkę. Dodatkowa, płatna zawartość przybiera też różne formy. Począwszy od różnorakich, kosmetycznych dodatków, kończąc na ułatwieniach, przez niektórych określanych jako rozwiązania pay-to-win. Niestety nie jest już możliwym, by w łatwy i konkretny sposób przypisać dany rodzaj mikropłatności do rodzaju gry. Transakcje wewnątrz gry to już codzienność. Jak wpływają jednak na branżę gier? Czemu coraz większa liczba graczy narzeka na zakupy wewnątrz produkcji?
Mikropłatności – Na własne życzenie graczy
Problemem według graczy nie jest jedynie to, że robi się ich coraz więcej, choć to oczywiście również odczuwalny skutek działań producentów. Kwestią, budzącą najwięcej kontrowersji jest to, jak naprawdę wyglądają zakupy wewnątrz gry. Twórcy wielu tytułów kreują system mikropłatności w taki sposób, by jak najbardziej przyciągnąć do niego gracza. Jednocześnie, raz kupione dodatki nie wystarczą. Wszystko zaprojektowane jest w taki sposób, aby osoby grające dokonywały zakupów w grze regularnie, najlepiej za coraz większe kwoty.
Jak osiągnąć coś takiego? Koronnym przykładem może być seria FIFA, zastąpiona przez EA FC. Nowa edycja, wychodząca co roku, kosztuje naprawdę sporo, jak na liczbę widocznych zmian na przestrzeni wersji gry. Gracze muszą zatem wydać pieniądze na samą produkcję, a czeka ich jeszcze zakup specjalnych paczek z piłkarzami. Oczywiście, nie jest to obligatoryjne, ale wydanie pieniędzy na wirtualną walutę niesamowicie przyspiesza progres wewnątrz gry. Rywalizacja online bez wydawania ani grosza jest możliwa, ale wiąże się z wieloma ograniczeniami. Nie dziwi zatem, że spora część graczy wydaje co roku na EA FC kosmiczne kwoty.
Na podobnej zasadzie działają wszelkiego rodzaju karnety wewnątrz gier. Po wydaniu pieniędzy, gracze mogą liczyć na otrzymanie wielu bonusów i dodatków, zazwyczaj jest to jednak jedynie tymczasowy stan rzeczy. Po jakimś czasie pojawia się kolejny karnet i kolejna okazja by wydać pieniądze na grę.
Część społeczności graczy podkreśla, że winni takiemu obrotowi spraw są osoby, robiące zakupy w grach. Zasilają oni tym sposobem kieszeń wydawców i utwierdzają ich w przekonaniu, że takie praktyki są jak najbardziej na miejscu. Jeżeli coś będzie się opłacać, producent nie będzie zastanawiał się dwa razy. Gracze i tak kupią jego grę i zaakceptują coraz bardziej agresywny marketing. W sieci pojawiają się głosy, informujące, że znajdujemy się w prawdziwie krytycznym punkcie. Twórcy gier są już w stanie umieszczać dodatkowo płatną zawartość w dużych, drogich produkcjach. Nie chodzi nawet o dodatki kosmetyczne, ale elementy pozwalające ułatwić sobie rozgrywkę.
Mikropłatności – Co ma do powiedzenia Unia Europejska?
Do całej dyskusji o mikropłatnościach dołącza się BEUC, czyli Europejska Organizacja Konsumencka. Poinformowała ona ostatnio o podjęciu działań przeciwko takim producentom jak Ubisoft, Mojang Studios, Activision Blizzard, Electronic Arts, Epic Games, Roblox Corporation oraz Supercell. Według organizacji, powyższe podmioty dopuszczają się nieodpowiednich działań, właśnie w zakresie mikropłatności.
Zdaniem BEUC, głównym problemem jest istnienie oddzielnych walut wewnątrz gier. Zwykle nie przekładają się one 1:1 w stosunku do żadnej realnej waluty. Organizacja ma z nimi dwa problemy. Po pierwsze, dodanie oddzielnej waluty w grze powoduje, że łatwiej jest pogodzić się z jej wydawaniem. Nie utożsamia się jej z prawdziwymi pieniędzmi, a z czymś zupełnie oddzielnym, z czym nie tak trudno jest się rozstać. Mamy tu przypadek podobny do żetonów w kasynie, zastępujących banknoty. Kolejną kwestią jest zakup owych wirtualnych kredytów. BEUC udowodniła, że spora część wydawców gier stosuje praktyki, mające na celu zwiększenie sprzedaży waluty. Chodzi głównie o sytuację, kiedy to przedmioty w grze kosztują przykładowo 800 kredytów, a gracz może je kupić jedynie w zestawie po 1000 lub więcej. Dochodzi więc do sytuacji, gdzie gracze są zmuszeni by świadomie przepłacić. Później zazwyczaj, by nie zmarnować pozostałej waluty, decydują się na kolejne zakupy.
Jakie są zatem postulaty BEUC? Docelowo, chciałby ona sprawić, że cyfrowe waluty wewnątrz gier całkowicie znikną. Wiadomo jednak, że ten scenariusz nie spełni się zbyt prędko. Wobec tego, w interesie organizacji jest ograniczenie owych walut premium, jeśli chodzi o najmłodszych graczy. Dodatkowo, w grach powinna istnieć możliwość zakupienia konkretnej, dowolnej ilości waluty, tak by nie przepłacać. Poza tym, poruszony został jeszcze temat metod płatności i postulatu, aby użytkownik musiał potwierdzać transakcję każdorazowo, a zapisywanie np. numeru karty nie było czymś z góry domyślnym.
Mikropłatności – Co można z nimi zrobić?
Wydaje się, że kroki podjęte przez BEUC są odpowiednią odpowiedzią na działania twórców gier. Mikropłatności niegdyś były kojarzone głównie z modelem gier free-to-play, gdzie produkcja potrzebowała ich, by jakkolwiek na siebie zarabiać. Aktualnie jesteśmy zalewani przez płatne dodatki, warto więc zadbać o to, by wszystko, co z nimi związane, służyło konsumentom.
Społeczność graczy została przez temat mocno podzielona. Co istotne, nie jest to jednak podział wyraźny, nie obserwujemy dwóch, walczących ze sobą stron konfliktu. Część społeczności stara się obnażać nieuczciwe praktyki, związane z mikropłatnościami. Nie wspierają oni także producentów, którzy ich zdaniem totalnie przesadzają. Druga grupa nie stara się obronić, czy też przemówić drugiej stronie sporu do rozsądku. Są to bowiem osoby, które ochoczo kupują wszelkiego rodzaju dodatki, oferowane przez twórców gier. Nawet w przypadku tak kontrowersyjnej gry jak Diablo IV, Blizzard pochwalił się ostatnio zarobieniem aż 150 milionów dolarów na samych płatnościach wewnątrz gry. Część graczy narzekała na sprzedawane tam skórki, oburzając się na coraz to wyższe ceny kosmetycznych dodatków. Nie przeszkodziło to jednak innym osobom w kupowaniu ich na potęgę.
Jedynym rozwiązaniem jest zatem powstrzymywanie się od zakupu zawartości, która w jakiś sposób przekracza zdrowo rozsądkowe granice. Choć pojawiają się gry, które udowadniają, że da się odnieść sukces bez mikropłatności, to spora część deweloperów, będzie robić to, co się im zwyczajnie opłaca.
About the Author
Fan seriali, dobrej muzyki i dużych ilości kawy. Potrafi złapać się wielu rzeczy, jeśli akurat coś skradnie jego serce.


Przewidywany czas czytania to 5 minut.

