timerPrzewidywany czas czytania to 3 minuty.

Nowy szwedzki serial od Netflixa „Miłość i anarchia” zdążył już zrobić wokół siebie niemały szum. Tematyka nie jest specjalnie oryginalna, mimo to odpowiednie ogranie z pozoru błahej historii i opakowanie jej w skandynawskie realia zadziałało, dając Nam ciekawą propozycję na listopad.

Skandynawia burzy stereotypy

Serial „Miłość i anarchia” nie jest typowym filmem skandynawskim. Nie znajdziecie w nim surowych krajobrazów, zachowawczych i do granic powściągliwych bohaterów czy depresyjnej ścieżki dźwiękowej. Twórcy serialu postanowili zerwać z dotychczasowym wizerunkiem północnej Europy i na szczęście dla widzów oraz produkcji uchylić rąbka pilnie strzeżonej, skandynawskiej tajemnicy. Jak się okazuje, Skandynawowie mają poczucie humoru – dość odważne nawiasem mówiąc, borykają się z takimi samymi problemami jak reszta świata, z tą różnicą, że rozwiązują je w zupełnie inny sposób. Nowa konwencja spodobała się publiczności bardziej niż „tradycyjne” kino skandynawskie i tym właśnie sposobem „Miłość i anarchia” wypłynęła na szerokie wody.

Miłość i anarchia – Fabuła

Fabuła oraz sposób prowadzenia postaci pozwala zaklasyfikować „Miłość i anarchię” jako obyczajowy komedio-dramat. Nie jest to jednak ciężki kaliber dramatu – tematy ważne i poważne są poruszane aby dodać bohaterom wielowymiarowości, jednak nie przytłaczają. Stosunek komedii do dramatu to jakieś 70% do 30%.

Historia opowiada o Sofie – ustatkowanej mamie i żonie pracującej w wydawnictwie, które ma za zadanie przystosować do funkcjonowania w czasach Internetu oraz Maksie – młodym informatyku. Pewnego dnia Maks przyłapuje starszą koleżankę z pracy w intymnej sytuacji, lecz zamiast przerywać Sofie, postanawia ją nagrać. Następnego dnia pokazuje jej film i w ten sposób rozpoczyna się ich gra w coraz to odważniejsze wyzwania. Z czasem relacja nabiera oczywiście rumieńców, co pozwala na rozwinięcie kolejnych ciekawych wątków jak kryzys w małżeństwie czy problemy w pracy. Przedstawienie innej niż naszej polskiej lub znanej z telewizji – amerykańskiej kultury i obyczajów może zaciekawić, mimo, że tematyka wydaje się być mało zaskakująca.

 

Podsumowanie

Czy ten serial to dobry wybór na weekend? Tak! Jeżeli dawno nie widzieliście czegoś lekkiego ale i świeżego zarazem to „Miłość i anarchia” z całą pewnością wypełni tę niszę! Wreszcie możemy zobaczyć coś spoza listy anglojęzycznych przeciętniaków i przenieść się w zupełnie inne lecz nie mniej autentyczne realia. Serial jest wiarygodny, interesujący i pomimo dość uniwersalnej tematyki mniej przewidywalny. Sam Netflix umieścił go w kategoriach „dziwaczny, oszczędny w środkach, wzruszający, romantyczny” co moim zdaniem dość dobrze oddaje wszystko, co znajdziemy w ośmiu 30-minutowych odcinkach.