Przewidywany czas czytania to 5 minut.
Od pewnego czasu, zauważam tendencję Netflixa do nieumiejętnego kończenia swoich hitowych produkcji. Od fatalnego zakończenia The Umberlla Academy, o którym pisałam wcześniej, czy burzliwego i kontrowersyjnego finałowego sezonu Stranger Things, kończąc na ostatnim zawodzie związanym z filmem z uniwersum Peaky Blinders. Coraz częściej mam wrażenie, że platforma, która przez lata przyzwyczaiła widzów do jakości i ciekawych decyzji narracyjnych, zaczyna mieć po prostu problem z domykaniem własnych historii. Przyjrzyjmy się więc temu zjawisku.

Czy to kwestia braku pomysłów?
Jednym z najczęściej pojawiających się zarzutów wobec finałów produkcji Netflixa jest brak spójnej wizji zakończenia. To znaczy, że wiele seriali zaczyna z ogromnym potencjałem, ciekawymi bohaterami i intrygującym światem. A jednak wraz z kolejnymi sezonami widać stopniowe rozmywanie pierwotnej koncepcji. Dużo osób ma tzw teorię 3 sezonu, gdyż po właśnie po nim wiele seriali zalicza ogromny spadek jakości. Twórcy próbują podnosić stawkę. Wprowadzają nowe wątki, komplikowują fabułę, ale często jest to kosztem logiki i emocjonalnej ciągłości. Początkowy zamysł na historię zaczyna zanikać.
W efekcie finał, zamiast być naturalnym zwieńczeniem historii, zwyczajnie sprawia wrażenie pospiesznego zamknięcia wątków. A często nawet i tak pozostawia wiele niedomówień, frustrując tym widzów. Dodatkowo, zdarza się, że pojawiają się rozwiązania, które wydają się oderwane od wcześniejszego tonu serialu. Ponadto, losy bohaterów zostają poprowadzone w sposób, który nie daje satysfakcji oglądającym to fanom serii. Zamiast poczucia domknięcia historii, pozostaje uczucie niedosytu. To zdecydowanie podsysa negatywne odczucia w stronę twórców.
Właśnie to było bardzo mocno widoczne po finale Stranger Things. Cała teoria “Conformity Gate”, gdzie fani mocno spekulowali, że będzie jakiś tajemny, dodatkowy odcinek, wynikała z tego, że wielu osobom finał kompletnie nie przypadł do gustu. Twórcy na mi.in. na TikToku dzielili się spostrzeżeniami i odnajdowali w odcinkach wskazówki popierające ich teorie. Koniec końców, okazało się, że nie były to tzw. Easter Eggi, tylko niedopatrzenie twórców…

Podejście twórców do swoich seriali
No właśnie. Współczesne produkcje niby są zapowiadane z dużym wyprzedzeniemm. Mimo to, presja czasu sprawia, że twórcy rozpoczynają pracę nad realizacją projektu, gdy scenariusz wciąż jest w trakcie powstawania. W efekcie kolejne odcinki dopisywane są niemal równolegle z produkcją, co utrudnia dopracowanie szczegółów i zachowanie spójności całej historii. Zdecydowanie pośpiech sprzyja też powstawaniu luk fabularnych i niespójności charakterów postaci. A długie okresy między samymi sezonami powodują też, że ci sami twórcy zapominają o znaczących szczegółach dotyczących czy to postaci czy ich świata przedstawionego. Dodatkowo, co można było ozbaczyć w przypadku ostatniego sezonu Stranger Things, było widać, że twórcy wspomagali się narzędziami AI podczas pracy nad scenariuszem. No niestety, to pokazuje, jak bardzo proces twórczy ulega zmianom (na gorsze). Oczywiście, takie rozwiązania mogą przyspieszyć pracę, ale rodzą również pytania o jakość historii i ilość serca w nią włożone.
Nie można też pominąć wpływu samego modelu produkcyjnego Netflixa. Platforma często inwestuje w nowe projekty, które mają szybko zdobyć popularność, jednak równie szybko może zdecydować o ich zakończeniu. W takich warunkach twórcy nie zawsze mają pewność, ile sezonów otrzyma ich historia, co utrudnia zaplanowanie spójnego finału. Wiele, wiele prodkucji Netflixa niestety zostało ofiarami tego systemu. To co na początku miało być po prostu kolejnym sezonem serialu, nieoczekiwanie staje się finałowym i niestety twórcy nie mają już jak domknąć wątków i dać odpowiedni finał swojej historii.

Dygresja
Swoją drogą, najnowszym wyjątkiem od tej historii jest serial Good Omens, gdzie z trochę innych powodów co prawda, serialowi został odwołany 3 sezon, ale w ramach tego fani otrzymają 1,5 godzinny film. Nie jest to rozwiązanie idealne, ale chociaż coś. Jednakże, jest to produkcja od Amazon Prime, więc to własnie dzięki temu, zadbano o fanów serii. Świetnie to też kontrastuje z pozostałymi adaptacjami twórczości Neila Geimana (m.in. Martwi Detektywi czy Sandman), gdzie Netflix po prostu zakończył projekt. I o ile Martwi Detektywi nie doczekali się rozwinięcia swojej historii, tak Sandman chociaż próbował w przyspieszony sposób pozamykać wątki i historię. Jak to im wyszło możecie przeczytać tutaj.
Wracając,
Z drugiej strony medalu, gdy produkcja odnosi ogromny sukces, pojawia się pokusa przedłużania jej popularności. Serial, który pierwotnie miał być zamkniętą historią, otrzymuje kolejne sezony, co prowadzi do rozciągania fabuły i stopniowej utraty jakości. W efekcie finał staje się kompromisem pomiędzy pierwotną wizją a oczekiwaniami biznesowymi. Tak, patrzę na ciebie Squid Games.
Dodatkowo, rosnące oczekiwania fanów sprawiają, że twórcy znajdują się w trudnej sytuacji. Niezależnie od wybranego zakończenia, część widzów się rozczaruje. Jednak problem pojawia się wtedy, gdy finał sprawia wrażenie nieprzemyślanego lub niedopracowanego. Niestety, to właśnie z takim zjawiskiem coraz częściej mamy do czynienia.

Światełko w tunelu
Mimo tych rozczarowań, sądzę, że Netflix wciąż potrafi pozytywnie zaskoczyć. Niektóre produkcje potrafią udowodnić, że dobrze zaplanowana historia tworzona z sercem od początku do końca nadal jest możliwa. A my jako widzowie, zdecydowanie docenimy krótsze, zamknięte formy, które nie są przeciągane na siłę i zachowują spójność narracyjną.
Bo to może właśnie w tym kierunku powinna zmierzać platforma. Czyli stawiać na jakość zamiast ilości. Planować historie z wyraźnym początkiem i końcem. Pozwalać twórcom na realizację ich wizji bez nadmiernej ingerencji. W końcu to właśnie dopracowane zakończenia często decydują o tym, czy serial zostaje z widzami na lata. Ostatnio obejrzany przeze mnie serial Vladimir, którego recenzję możecie przeczytać tutaj, zdecydowanie był przyjemniejszy do oglądania niż dosyć naciągany film od Peaky Blinders. Właśnie dzięki temu, że był od początku do końca zamkniętą historią.



Przewidywany czas czytania to 5 minut.

