timerPrzewidywany czas czytania to 4 minuty.

Sen — po pamiętnym spotkaniu z rodziną — musi podejmować jedną niewyobrażalnie trudną decyzję za drugą, próbując ocalić siebie, swoje królestwo i cały świat przed konsekwencjami swoich uczynków. Aby naprawić popełnione błędy, Sen musi skonfrontować się z odwiecznymi wrogami i przyjaciółmi, bogami, potworami i śmiertelnikami. Droga do przebaczenia pełna jest jednak przeszkód i podstępnych zakrętów, a za pełnię rozgrzeszenia może mu przyjść zapłacić najwyższą cenę. Drugi sezon serialu „Sandman”, opartego na serii wielokrotnie nagrodzonych komiksów DC, domknie historię Snu i zaprezentuje jej emocjonujące zakończenie.

Po trzech latach Władca Krainy Snów powraca na ekrany Netflixa. Niestety, z powodu kontrowersji i zarzutów wobec oryginalnego komiksu, drugi sezon – mimo wcześniejszych planów na znacznie dłuższą produkcję – okazał się również sezonem ostatnim. Podzielony na trzy części, rozwija historię rozpoczętą w pierwszym sezonie, a jednocześnie stara się domknąć wszystkie wątki i zapewnić widzom satysfakcjonujące zakończenie.

Drugi sezon składa się z jedenastu odcinków oraz jednego odcinka specjalnego.

A więc, czy drugi, finałowy sezon Sandmana się udał?

Nie… ale.

Ogromny wpływ na odbiór miała decyzja o porzuceniu dalszych planów kontynuacji serialu. Widać, że scenarzyści mieli wiele pomysłów na rozwinięcie tej historii, ale zostali zmuszeni do nagłego domykania wątków — często chwilę po ich wprowadzeniu. W rezultacie drugi sezon cechuje się bardzo nierównym tempem, a główny wątek zmienia się kilkukrotnie, czasem nawet w odstępie dwóch odcinków. Sam Morfeusz żegna się z widzami aż dwa razy.

Pierwsze odcinki

Pierwszy główny wątek dotyczy próby odzyskania dawnej miłości Sandmana. Historia pojawia się właściwie znikąd — po rozmowie z siostrą Śmiercią Sen nagle uświadamia sobie, że jego ukochana, którą porzucił w gniewie ponad cztery tysiące lat temu, przez cały ten czas tkwi w piekle. Teraz postanawia ją uratować i odzyskać jej uczucia. Wie jednak, że aby tego dokonać, będzie musiał zmierzyć się z Lucyferem, co może skończyć się brutalną konfrontacją. Dlatego żegna się ze wszystkimi, mówiąc, że nie wie, czy jeszcze wróci. Odcinek zapowiada wielkie starcie między jednym z Nieskończonych a władcą piekieł… które ostatecznie kończy się pokojową rozmową i ugodą.

Odcinek trzeci to jeden z najlepszych momentów sezonu. W ciekawy sposób rozwija świat przedstawiony i wprowadza wiele nowych postaci, które pozostaną z nami do końca serii.

Nowy wątek

W kolejnym odcinku pojawia się zupełnie nowy główny wątek — tym razem Sen pomaga Malignie odnaleźć ich brata, który porzucił rolę Nieskończonego i zerwał wszelki kontakt. Znów mamy do czynienia z epicką wyprawą, prowadzącą do relatywnie mało znaczącego finału. Kluczowym elementem okazuje się jednak wprowadzenie postaci Orfeusza — syna Śnienia — który staje się osią ostatniego, najważniejszego wątku sezonu.

Orfeusz, znany z mitologii greckiej, próbuje uratować swoją ukochaną z Hadesu, by móc z nią kontynuować życie na Ziemi. Jak w micie, jego misja kończy się tragicznie — traci ukochaną na zawsze. Skazany na wieczne życie, jako jedynie część siebie, marzy o śmierci. Gdy Morfeusz po wiekach spełnia jego prośbę, łamie przy tym zasadę zakazującą Nieskończonym przelewania krwi krewnych.

W tym momencie Śnienie musi przygotować się na starcie z Furiami, które — zgodnie z zasadą — muszą ukarać Morfeusza śmiercią. Ostatnie odcinki poświęcone są przygotowaniom do tej konfrontacji z obu stron. Morfeusz wyznacza Daniela na swojego następcę i prosi o pomoc Lokiego, który jest mu winny przysługę. Oczywiście Loki i Puck nie są stworzeni do wypełniania poleceń, więc mieszają, jak tylko mogą. Porywają Daniela i nastawiają jego matkę, Hippolitę, przeciwko Śnieniu.

Po raz kolejny fabuła gęstnieje — pożegnania, oczekiwanie na ostateczne starcie z Furiami… które znów kończy się rozmową. I czekaniem na siostrę Morfeusza — Śmierć.

Zakończenie

W finale nowy Sen przywraca do życia niemal wszystkie poległe postaci. Niemal, bo jedna z nich odmawia. Twierdzi (wydaje się, że łamiąc przy tym czwartą ścianę), że jeśli zostanie wskrzeszony, jego śmierć i życie stracą znaczenie. A co powstrzymałoby wtedy nowego władcę Śnienia przed wskrzeszeniem samego Morfeusza?

I tak — prawie wszyscy żyli długo i szczęśliwie.

Ale!

Twórcy wyraźnie chcieli zawrzeć w tym sezonie jak najwięcej, co sprawiło, że całość jest momentami chaotyczna i przeładowana wątkami. Jednak jeśli potraktuje się ten sezon nie jako spójną, jednolitą historię, lecz jako zbiór oddzielnych opowieści — odbiór może być znacznie lepszy. Bo choć fabularnie bywa nierówno, to pod względem realizacyjnym, aktorskim i wizualnym drugi sezon Sandmana prezentuje bardzo wysoki poziom.

Zdjęcia

To zasługuje na szczególne wyróżnienie: Sandman jest po prostu piękny wizualnie. Każdy kadr dopracowany jest z niezwykłą starannością, a gra światłem wydaje się nie tylko przemyślana, ale wręcz poetycka. Nietuzinkowe ujęcia wprowadzają dynamikę nawet do pozornie statycznych scen, jednocześnie subtelnie przypominając widzowi, że znajdujemy się w Krainie Śnienia. Spójna, starannie dobrana kolorystyka sprawia, że na ten serial po prostu dobrze się patrzy — estetycznie, nastrojowo i z przyjemnością.

Aktorstwo

Aktorstwo w serialu również zasługuje na pochwałę. Postacie Nieskończonych są specyficzne i nietypowe. Czasem mogą wydawać się chłodne czy nawet trochę nużące, jak choćby Los czy Sen. Ale to właśnie wpisuje się w charakter tych bohaterów, którzy z definicji są poważni, zdystansowani i oderwani od ludzkich emocji. Aktorzy świetnie oddają ten klimat i z dużą precyzją przenoszą ich z kart komiksu do świata serialu. Na tym tle jeszcze mocniej wybrzmiewają postacie kontrastujące — jak barwna, ekscentryczna Maligna, która wnosi do historii energię i chaos. Z kolei Śmierć i Zniszczenie są zaskakująco ciepli i ludzcy, wręcz budzący sympatię. Te różnice między Nieskończonymi nadają światu Sandmana głębi i sprawiają, że każda scena z ich udziałem ma inny emocjonalny ton.

Podsumowanie

Drugi sezon Sandmana to prawdziwa uczta dla oka, ale fabularnie chce opowiedzieć zbyt wiele naraz. Mnogość wątków i sposób, w jaki się przeplatają, wprowadza sporo chaosu. Mimo to trudno oderwać wzrok. Historia jest napędzana przez silne postacie i fascynujący świat, bardziej niż przez samą opowieść. Osobiście czuję rozczarowanie, że z powodów zewnętrznych serial, który miał potencjał na wiele kolejnych sezonów, musiał zostać zamknięty już po dwóch. Wierzę, że gdyby dano mu więcej czasu ekranowego, nie trzeba by sięgać po te wszystkie fabularne skróty. Całość wybrzmiałaby wtedy o wiele pełniej. Dobrze jednak, że historia w ogóle dostała swoje zakończenie — nawet jeśli nieidealne. To zawsze lepsze niż nagłe urwanie, do którego Netflix niestety zdążył nas już przyzwyczaić.

Obejrzyj w serwisie Netflix!

About the Author

Studentka Filologii Angielskiej. Miłośniczka mitologii nordyckiej oraz słowiańskiej. Lubi szeroko pojętą popkulturę, a w wolnych chwilach słucha videoesejów, głównie o tematyce filmowej i serialowej.

View Articles