timerPrzewidywany czas czytania to 3 minuty.

Filmu Logan: Wolverine po prostu nie mogłem się doczekać. Kiedy wszedł do kin, nie mogłem się z kolei doczekać aż wreszcie na niego pójdę. Przyznaję, tym razem przegrałem. Wpadłem w pułapkę marketingu. Nakręcałem się teaserami, a nawet odświeżyłem sobie kilka pozycji komiksowych, ba! przeczytałem też kilka, których jeszcze nie tknąłem, co zaostrzyło mój apetyt do granic (więcej o komiksach z Loganem przeczytacie tutaj). Powiecie pewnie „głupio zrobił”. Będziecie mieli rację, bo film mnie zawiódł. Właściwie to zawiodła mnie pierwsza scena, a konkretnie jej pierwsze trzydzieści sekund.

l1

Kiedy zobaczyłem Hugh Jackman’a, nawalonego jak stodoła, który chwiejnym krokiem obchodzi jakąś limuzynę i grzecznie prosi paru meksykanów (ewidentnie z gangu), żeby ci odeszli od samochodziku, poczułem serce w gardle. Moje wątpliwości i obawy szybko jednak zostały rozwiane w kolejnych scenach. Oto pokazał mi się przed oczami obrazek Logana, długowiecznego mutanta, którego życie nie rozpieszczało. Nie wiadomo co dokładnie się stało, ale biedny Logan, nie jest już Wolverinem, a przynajmniej nie jest nim we własnym mniemaniu. Odkłada pieniądze na jakiś jacht, żeby zamieszkać na oceanie wraz z wieloletnim przyjacielem, którym się opiekuje. Żeby tego było mało na starczy łeb Rosomaka zwala się jakaś meksykanka z bachorem upraszając go o pomoc. Dorzućmy do tego fakt, że dziewczynka jest właściwie upominającą się o Logana przeszłością oraz najemnika ścigającego ową dziewczynkę, który dość szybko odnajduje Rosomaka, a otrzymamy przepis na mroczną i niesamowicie wciągającą fabułę, która nie daje nam chwili oddechu i co chwila wbija w fotel.

l2

Nie wiem co brali ani czego naczytali się twórcy scenariusza albo jaka niezwykła siła wpłynęła na nich, że udało im się zrobić film tak kompletny. Wszystko jest w nim dopracowane, każdy szczegół zdaje się grać w scenach razem z aktorami (pierwszy raz ot choćby zobaczyłem easter egg mający tak wielkie znaczenie dla fabuły), twisty fabularne i objaśnienia świata niedalekiej przyszłości, są nie tylko sensowne, ale i lekko przerażające (na dodatek również ma to znaczenie dla fabuły). Z kolei Logan jest postacią właściwie doskonałą w całej swojej starczej ułomności. Od pierwszych sekund widać, że to już nie jest Wolverine. W kilku scenach też zostaje wspomnianych przez innych, jako legenda, ale nawet sam Logan zdaje się tak na to patrzeć. Z kolei wykorzystanie małej X-23, jako nie tylko bodźca do całej lawiny zdarzeń, jaką rzuca na nas ten film, ale i swojego rodzaju córki Jamesa Howletta (przynajmniej pod kątem genetycznym), jest w prost perfekcyjne. Dziewczynka i jej początkowy konflikt ze swoim genetycznym pierwowzorem stwarza wiele poważnych, ale też sporo komicznych sytuacji. Z kolei James Mangold, reżyser odpowiedzialny również, za szmirę, jaką był The Wolverine, tym obrazem, całkowicie się w moich oczach zrehabilitował, a nawet zyskał kilka punktów na plus. Wszystkiemu towarzyszą efekty specjalne, które nie są wciśnięte na siłę, a wręcz przeciwnie, wprowadzone i robione w taki sposób, że sprawiają wrażenie naturalnych elementów scenerii, czy akcji. Nie da się tu nie wspomnieć o Hugh Jackman’ie i innych aktorach, którzy nie grali swoich ról praktycznie w żadnej ze scen. Oni naprawdę byli tymi wszystkimi postaciami. Od początku do końca.

l3

Nie jestem w stanie podsumować, ani polecić tego filmu w jakiś sensowny, rzeczowy sposób. Od dawna nic mi się tak nie podobało. Jeżeli ktoś twierdzi, że kino Hollywood leży i kwiczy Logan mu to wyperswaduje. Jeżeli ktoś uważał, że adaptacje komiksów są dziecinne, Logan sprawi, że zmieni zdanie. Jeżeli ktoś uważał, że 20th Century Fox schrzaniło sprawę z X-men, po seansie Logana uwierzy, że na pewno jeszcze nie wszystko stracone. Nie mogę wyjść z podziwu i szoku. Ten film po prostu trzeba zobaczyć!

Nasza Ocena
  • 10/10
    Pomysł - 10/10
  • 10/10
    Scenariusz - 10/10
  • 9/10
    Muzyka - 9/10
  • 10/10
    Efekty Specjalne - 10/10
9.8/10
O redaktorze

Szczęśliwy mąż, dumny ojciec i aspirujący pisarz. Za dnia przeprowadza bestialskie eksperymenty na grach, nocą pisze bestseller (tak przynajmniej sobie wmawia). Z wykształcenia filozof, z zamiłowania fantasta, z duszy buntownik. Koneser gier z treścią i klimatem, zarówno tych "bez prądu", jak i takich, co trochę go potrzebują.

Wszystkie artykuły