timerPrzewidywany czas czytania to 4 minuty.

Już po Świętach. Już po ganianiu po kolejnych punktach zbiorowisk rodzinnych, w których to babcia, której nie da się przekonać, że nie jest się głodnym, pakuje w ciebie kolejną porcję klusków z makiem. A gdy nadchodzi następny dzień, człowiek wciąż czuje się przepełniony, a na dodatek dalej opycha się tym, co mu dano na wychodne, bo „przecież nie może się zmarnować”. To co może zrobić taki biedny ludek? Może na przykład zagrać w grę Szalona Misja!

Muszę przyznać, że kiedy zobaczyłem grafikę na pudełku, poczułem się zaintrygowany. Niby to klimat fantasy, ale chyba też trochę Indiana Jones (jak zacząłem sądzić po szczurze w ciuszku wzorowanym na Indian ameryki południowej). Jednak zaraz obok zobaczyłem pingwina w hełmie, z rakietą na plecach. Z kolei na odwrocie pudełka mamy zajawkę, opowiadającą o starym królu, który nie mając dziedzica ogarnął grupę chciwców łaknących władzy i wysłał ich na Szaloną Misję. Biedacy muszą zasuwać przez siedem światów zamieszkanych przez Bziki (które wyglądają dokładnie tak jak się nazywają) i konkurować ze sobą o koronę. No i o co tu biega?

Jeszcze większe zaskoczenie przeżyłem oglądając zawartość. Plansze z grafikami jak ze dwuwymiarowych platformówek, białe podkładki i przeźroczyste nakładki, różne żetony — jedne ze śmiesznymi wizerunkami postaci, drugie z inszymi bohomazami — a do tego, na samym dnie leżały jakieś mazaki. Widząc to wszystko, nie pozostało mi nic innego jak ratować się instrukcją.

Po przeczytaniu instrukcji dowiedziałem się jednej podstawowej rzeczy. Początek został napisany na „sam się domyśl”, co prowadzi do tego, że lepiej najpierw przeczytać całą instrukcję, a potem, przygotowując grę, robić to jeszcze raz w międzyczasie. Trochę kiepska sprawa, jeżeli weźmiemy na serio znaczek na pudełku, informujący, że Szalona Misja jest polecana dla graczy od ósmego roku życia. No ale jak już tatuś przeczyta niełopatologiczną instrukcję (a w instrukcjach łopatologia to akurat dla mnie pozytywna rzecz) to pozostaje nam jeszcze domyślić się, na czym polegają zadania kolejnych poziomów poszczególnych światów określone niby piktogramami. Na szczęście z pomocą przyjdzie tatuś wciąż trzymający w rękach instrukcję. Tu jest już zdecydowanie łatwiej.

Szalona MIsja

No i wreszcie możemy zacząć zabawę i zrozumieć, na czym polega Szalona Misja. Otóż zadaniem każdego gracza jest wykonać misję opisaną w rogu każdego poziomu, ale nie jest to wcale takie łatwe. Wykonujemy je kreśląc swoje szlaczki i kółeczka na przeźroczystej nakładce jedynie patrząc się na planszę. A mamy na to zaledwie pół minuty, dokładnie odmierzaną przez klepsydrę z niebieskim piaskiem. Potem każdy gracz nakłada swoją nakładkę na planszę i patrzy czy dobrze wykonał zadanie i tak przez sześć poziomów jednego z siedmiu światów, z których każdy ma swój poziom trudności. Największe wyzwanie stanowi siódmy świat mający zaledwie cztery poziomy, ale za to jakie! No i możemy pobawić się jeszcze dwoma poziomami specjalnymi.

Myślicie, że to koniec? Przecież to Szalona Misja! Więc i rozgrywka powinna być szalona. Tutaj akurat byłem zaskoczony bardzo pozytywnie. Różne żetony psikusów, supermocy i kar doskonale urozmaicają rozgrywkę i sprawiają, że robi się naprawdę zabawna. Salwa śmiechu poszła w mojej rodzince, kiedy okazało się, że mając żeton nakazujący mi rysować z wyprostowanym łokciem zgarnąłem wszystkie dostępne punkty w przeciwieństwie do innych. Innym razem dostałem psikusa, którego żeton musiałem trzymać na mazaku i nie mogłem rysować, kiedy spadł mi z pisaka. To dopiero były akrobacje!

Szalona Misja to gra ewidentnie rodzinna, złośliwa i jak dla mnie kompletnie niestandardowa. Na dobrą sprawę, można pograć sobie nawet w „tryb treningowy”, czyli porysować sobie samemu i zobaczyć ile punktów XP jesteśmy w stanie zgarnąć. Rozumiem jednak, dlaczego gra polecana jest od 2 osób. W tej grze im więcej osób tym więcej śmiechu. Jednak złośliwość i trudność gry powoduje, że lepiej odpuścić sobie myśl o zwycięstwie. Jeśli ktoś nie ma w oku skanera doskonale skoordynowanego z systemem poruszania ręką, nie ma co marzyć o nabijaniu wielkiej ilości punktów XP. Szalona Misja ma ewidentnie za zadanie rozbawić i dać poszaleć z mazakiem w ręku.

Szalona Misja to gra dla tych, którym znudziły się planszówki z pionkami i kartami. Polecam całym rodzinom — dzieciaki będą mogły pośmiać się z rodziców, rodzice z siebie nawzajem (śmiania się z dzieci nie polecam). Polecam też planszówkowym nerdom — to naprawdę niezła odskocznia od standardowych gierek tego typu. Polecam też jako atrakcję na sylwestra — ja naprawdę jestem ciekaw jak pójdzie mi Szalona Misja od rąbniętego króla po wypiciu paru głębszych.

Jedyne co mogę jeszcze dodać to podpowiedź, żeby wziąć sobie dodatkową osobę, której jedynym zadaniem będzie pilnowanie piasku w klepsydrze. Kiedy już zaangażujecie się w grę i wasz wzrok będzie przeskakiwał z pomazanej przeźroczystej nakładki na planszę, istnieje jakieś 99,9% szansy, że kompletnie zapomnicie o odliczającym czas piasku przesypującym się w klepsydrze. Ewentualnie zastąpcie klepsydrę budzikiem albo innym urządzeniem, które odlicza czas i hałasuje.

dziękujemy WYDAWNICTWU REBEL za udostępnienie egzemplarza do testów
  • 7/10
    Oprawa - 7/10
  • 8/10
    Pomysł - 8/10
  • 7/10
    Interakcja - 7/10
  • 10/10
    Losowość - 10/10
8/10
Życzymy Miłego Grania!

 

O redaktorze

Szczęśliwy mąż, dumny ojciec i aspirujący pisarz. Za dnia przeprowadza bestialskie eksperymenty na grach, nocą pisze bestseller (tak przynajmniej sobie wmawia). Z wykształcenia filozof, z zamiłowania fantasta, z duszy buntownik. Koneser gier z treścią i klimatem, zarówno tych "bez prądu", jak i takich, co trochę go potrzebują.

Wszystkie artykuły