timerPrzewidywany czas czytania to 4 minuty.

Wydawnictwo Sol Invictus Komiks, na swój (można chyba już bez przeszkód użyć tego zwrotu) flagowy tytuł kazał nam czekać aż rok. Twórcy rekompensują nam jednak czas oczekiwania pewnym stonowaniem, które, jak łatwo się domyślić jest jedynie ciszą przed burzą. I czuć to właściwie przez cały komiks.

lis1

Po poznaniu polskiego super-złodzieja w pierwszym zeszycie, pierwszym starciu tytułowego Lisa z niejakim Strażnikiem w drugim, dołożeniu bohaterów w postaci komisarza Zgrozy (który otrzymał również osobny komiks) i dramatycznej kulminacji w czwartym, otrzymujemy numer piąty. I wszystko powinno być w porządku. Powinna być sielanka, powinien być spokój, ewentualnie jakiś melanżyk. Jednak życie nie kończy się na starciach z super-łotrami po prawej stronie Wisły. Od początku narracja prowadzona jest w sposób, który każe nam myśleć, że gdzieś z boku czai się zagrożenie. Bohaterowie wcale nie dają nam ulgi wpadając ciągle w utarczki słowne (w których prym wiedzie komisarz Zgroza, jak dla mnie aż za bardzo warczący na wszystkich w okół). Odkryte zostają przed czytelnikami kolejne karty. Nieco lepiej poznajemy człowieka odpowiedzialnego za powstanie superl-ludzi i dowiadujemy się trochę więcej o skomplikowanym misz-maszu, jakim są relacje rodzinne głównego bohatera. Jednocześnie Dariusz Stańczyk umiejętnie buduje świat Lisa wplatając w kreowaną przez siebie Warszawę typowo polskie, a nawet polityczne smaczki. Niby oklepane zabiegi posiadają tu dodatkowy wydźwięk, a jednocześnie są na tyle dobrze zgrane, że nie rażą nas w żaden sposób, a wręcz przeciwnie – spełniają swoje zadanie, podsycając w czytelniku ciekawość. Doczepić możnaby się było jedynie do przesadnego eksponowania niektórych zachowań (zwłaszcza u Zgrozy) – po prostu w niektórych scenach postaci tracą przez to na wiarygodności.

lis2

Na uwagę zasługuje również kreska nowej rysowniczki, Patrycji Awdjenko, ktora idealnie pasuje do pozornie spokojnego tonu (ale tylko pozornie) w jakim napisany jest piąty Lis.Niestety mankamenty zdarzyły się i tutaj. Odczułem nieco nachalne zbliżenia na oczy bohaterów, w momencie groźnego marszczenia brwi lub rzucania złośliwych spojrzeń. W moim odczucie wręcz przerysowane. Na szczęście to tylko niektóre kadry.

Ze względu na to, że nie miałem okazji pisać o Lisie wcześniej (a zaledwie o karciance na podstawie komiksu, o której możecie przeczytać tutaj), tutaj właśnie piszę co następuje – KUPOWAĆ! Nie dlatego, bo to polskie? Nie dlatego, bo kocham komiksy. Dlatego, bo Lis to naprawdę dobra historia. Jeżeli macie dość pokręconego słupła historii bohaterów z DC i Marvela, jakie porobiły się po zamknięciach, reaktywacjach, kolejnyych zamknięciach, iluś crossoverach i pierdyliardzie restatrtów różnych tytułów i universów, pragniecie przeczytać fajną historię o super-herosach, a przy okazji nie przyprawić portfela o anoreksję, Lis jest dla was.

A premiera piątego Lisa będzie miała miejsce na tegorocznym Pyrkonie!

O redaktorze

Szczęśliwy mąż, dumny ojciec i aspirujący pisarz. Za dnia przeprowadza bestialskie eksperymenty na grach, nocą pisze bestseller (tak przynajmniej sobie wmawia). Z wykształcenia filozof, z zamiłowania fantasta, z duszy buntownik. Koneser gier z treścią i klimatem, zarówno tych "bez prądu", jak i takich, co trochę go potrzebują.

Wszystkie artykuły