timerPrzewidywany czas czytania to 4 minuty.

Hej, z tej strony znowu ja, redaktor Julian, a oto kolejny artykuł z serii #STAREvsNOWE. O Doomie już było, więc przyszła pora na Wolfenstein. Wracamy więc do początku wszystkich shooterów. Zapraszam!

Jeżeli nie chce Ci się czytać, obejrzyj film 🔽

Wolfenstein 3D

Zacznę od Wolfenstein 3D, pomimo tego, że wcześniej powstały dwie gry z serii. Jednakże to o Wolfenstein 3D, wydany w 1992, jest obecnie najbardziej zapamiętany.

Jak na swoje czasy oferował graczom grafikę wysokiej jakości oraz dobrze zaprojektowaną rozgrywkę. Wcielaliśmy się tutaj w żołnierza Williama Blazkowicza, którego zadaniem jest ucieczka z tytułowego zamku Wolfenstein, a także powstrzymanie nazistów przed stworzeniem armii nieumarłych.

Wolfenstein 3D - GameBy.pl

Poruszamy się więc po sporych poziomach, wypełnionych ukrytymi przejściami i wrogimi żołdakami. Co ciekawe, o ile same poziomy są w 3D, to przedmioty i wrogowie to sprite’y 2D.

Return to Castle Wolfenstein

Teraz zajmiemy się Return to Castle Wolfenstein, który premierę miał w 2001 roku. Fabuła nie jest tu zbyt ważna. Po prostu ponownie jako B.J. Blazkowicz musimy powstrzymać nazistów przed wprowadzeniem w życie ich strasznych planów. Tym razem jednak w pełnym 3D.

Return to Castle Wolfenstein

Tryb multiplayer jest jednak tym, za co gracze zapamiętali tę grę na zawsze. Sprowadzał się on do walki pomiędzy dwoma drużynami. Mieliśmy do wyboru cztery zróżnicowane klasy, które uzupełniały się wprost idealnie. Mam za mało czasu, żeby wdrażać się w szczegóły, ale krótko mówiąc – ludzie cały czas w to grają.

Wolfenstein: Enemy Territory

W 2003 wydane zostało Wolfenstein: Enemy Territory, które jest po prostu rozwinięciem tego trybu multiplayer.

Wolfenstein: Enemy Territory

Kolejną pozycją na liście jest Wolfenstein z 2009 roku. Dla odmiany, musieliśmy powstrzymać nazistów przed stworzeniem superbroni, oczywiście jako William Blazkowicz. Tym razem nasz arsenał poszerzony został o magiczne moce, więc zawsze coś nowego.

Była to całkiem dobra gra, jednak nie zapadła zbytnio graczom w pamięć.

Wolfenstein: The New Order

Teraz jednak przechodzimy do bardziej współczesnych odsłon serii. Wolfenstein: The New Order pokazało, że efektowne gry akcji cały czas są w modzie. Gra szybko osiągnęła ogromny sukces.

Wolfenstein: The New Order

Naziści wygrywają tu wojnę, a pokonać ich, jak zwykle, może tylko William Blazkowicz. Rozgrywka została tu znacznie odnowiona. Pokaźną ilość uzbrojenia mogliśmy modyfikować, a także mieliśmy możliwość dzierżenia dwóch broni jednocześnie.

Opcją było także przechodzenie etapów po cichu, unikając wymiany ognia, co było sporą nowością.

Wolfenstein: The Old Blood

Wolfenstein: The Old Blood z 2015 jest prequelem poprzedniej części. Mamy tu kilka urozmaiceń rozgrywki, a także zombi nazistów, czyli to co tygryski lubią najbardziej.

Wolfenstein II: The New Colossus

Wolfenstein II: The New Colossus z 2018 to kontynuacja przygód pana Blazkowicza, tym razem w Ameryce. Jak zwykle, dostajemy nowe zabawki do arsenału i rzeszę (he he) nazistów do ubicia.

Wolfenstein: Youngblood - GameBy.pl

Niedawno premierę miał za to Wolfenstein: Youngblood, w którym jako córki Blazkowicza kontynuujemy rodzinną tradycję, tym razem w co-opie.

Jeśli chodzi o mój werdykt, to seria Wolfenstein cały czas się trzyma i nie zwalnia tempa. O ile najnowsze odsłony są bardzo dobrymi grami, to i tak polecam cofnąć się do starszych części.

Co jak co, ale naczelnemu cały czas zdarza się mnie przyłapać na graniu w Wolfenstein 3D w pracy.

Z mojej strony to już wszystko, mam nadzieję, że wam się podobało. Widzimy się w kolejny piątek. Cześć!

Tutaj możecie przeczytać poprzednie felietony z tej serii!

O redaktorze

Z zawodu copywriter i oświetleniowiec. Z pasji barista i pisarz. Entuzjasta wszelkiego rodzaju fantastyki, nie ważne w jakiej formie. Gry, książki, filmy. I jeszcze kawa. W dużych ilościach

Wszystkie artykuły