timerPrzewidywany czas czytania to 5 minut.

O tym, że parę dni temu rozpoczęły się Mistrzostwa Świata w piłce nożnej, nie sposób nie wiedzieć. Trąbią nam o tym z każdej strony, naprawdę nie da się nie usłyszeć o tym, że trwa mundial, no i o tym oczywiście, że grają tam Polacy. Trzeba byłoby chyba żyć gdzieś w głębi jakiejś puszczy, żeby nie mieć świadomości o najważniejszej imprezie dla każdego piłkarza i kibica.

Oczywiście dyskusji, dywagacji, przypuszczeń oraz spostrzeżeń jest co niemiara. Oczy wszystkich skierowane są na rosyjskie stadiony, a także na to, co poza boiskami. Ja sam dołożę dzisiaj swoją cegiełkę, pisząc kolejny artykuł, w którym trochę pokminię na ten temat. Pokminię… może raczej tradycyjnie pośmieję się z niektórych bezmyślnie powtarzanych tez. Nieważne, jak zwał, tak zwał.

Na pierwszy ogień rzućmy polską drużynę. A raczej wszystko to, co kręci się wokół niej. Po kolei. Zacznijmy od najbardziej pospolitych form. Pompowanie balonika. Gdybym kiedyś pisał książkę o tym, że ludzie nie umieją uczyć się na błędach, dałbym to za przykład.

Średnio co dwa lata (może nawet częściej, bo są przecież różne inne imprezy i dyscypliny) cała akcja się powtarza. Dosłownie, jeden do jednego, żadnych wniosków. A nie jest tak, że wygrywamy wszystko, w czym bierzemy udział. Przejechaliśmy się już na tej naszej pewności siebie w ostatnich latach już kilka razy.

Przykładów nie trzeba daleko szukać. Euro 2012. MŚ 2002. Euro 2008. MŚ w narciarstwie w Falun, gdzie mieliśmy mieć w skokach same złota. No sorry. A przykładów można znaleźć o wiele, wiele więcej. A na każdej z tych imprez miały być murowane medale i zwycięstwa. No ale cóż… Nie umiemy wyciągać wniosków z przeszłości niestety. A szkoda. Przecież lepiej być pozytywnie zaskoczonym niż zawiedzionym i rozczarowanym. Czyż nie?

Jak widać chyba nie. Przed każdym większym eventem ten sam mechanizm. Nie zmienia się nic, cytując klasyka. A jeszcze śmieszniejsi są ci, którzy krzycząc by nie pompować balonika, podświadomie go pompują. No ale cóż, taka jest chyba nasza natura. Tak czy inaczej, warto zwrócić na ten śmieszny proces uwagę, jeżeli ktoś jeszcze nie zwrócił.

Inną fantastyczną sprawą jest grupa przeciwna wyżej wymienionym – urodzeni sceptycy. Sam należę do wiecznych pesymistów, natomiast mój pesymizm ogranicza się raczej do spojrzenia na własne życie – a nie do typowania wyników meczów 🙂 Mowa tutaj oczywiście o ludziach per „Trzy mecze i do domu”.

Tego nie jestem w stanie do końca zrozumieć, szczególnie teraz, kiedy pamiętamy ostatnie EURO, na którym wypadliśmy naprawdę pozytywnie. Dzisiaj nie ma powodu do jakiegoś specjalnego niepokoju, mamy drużynę, której nie musimy się wstydzić. Sukces jest tu tak samo prawdopodobny, jak porażka, każdy może wygrać z każdym, taki jest ten sport. Ale nie ma żadnego specjalnego powodu, by twierdzić, że głupotą jest, że wysyłamy tam swoją reprezentację, skoro chłopaki tylko się ośmieszą. Bez sensu.

Dalej. Kilkanaście milionów trenerów. Tutaj całe show skradła dyskusja na temat powołania nijakiego Sławomira P., pseudonim Peszkin. Człowiek został powołany na mistrzostwa, co spotkało się z wielkim oburzeniem kibiców. Nie mam wystarczającej wiedzy, by ocenić, czy Peszko powinien jechać na Mundial, dlatego nie się wypowiem.

Ale mam podstawy, by twierdzić, że zacna część ludzi wypowiadających się też nie ma. Myślę, że trener widzi więcej, pracuje z zawodnikami na co dzień, dlatego moja propozycja jest taka, by dać mu pracować. Oceńmy formę Peszkina po Mundialu, nie przed.

A właśnie. Byłbym zapomniał. Jak można grać w piłkę, kiedy w Polsce łamana jest konstytucja?! Czyli nieustanne łączenie sportu z polityką i polityki ze sportem. Choćby wszystkie dywagacje na temat ewentualnego zamachu w Rosji, podczas jakiegoś meczu.

Owszem, problem terroryzmu jest poważny, i nie można go bagatelizować ani lekceważyć. Natomiast czy przypominanie o tym na każdym kroku na forach jest konieczne? Nie wydaje mi się. Myślę, że zadręczanie się tym nie wpływa dobrze na atmosferę związaną z mistrzostwami. Poza tym typowanie, typowanie, typowanie… Przekrzykiwanie się, kto jest faworytem, kto czarnym koniem, a kto jest skazany na porażkę.

I na zakończenie… Wszystkie te postawy w jakiś sposób skrytykowałem. Ale właściwie to one tworzą atmosferę, przynajmniej dla tych kibiców przed telewizorami, komputerami i smartfonami. Choćby to wszechobecne obstawianie zwycięzcy. To pozwala odczuć klimat tych mistrzostw, przynajmniej ja to tak odczuwam.

Tak jak to, że każdy jednak trzyma kciuki za naszych. Każdy na swój własny, unikalny sposób oczywiście… Takie nastroje przed Mundialem. Za kilka tygodni, w którymś felietonie #SiekszyKmini pogadamy o nastrojach po Mistrzostwach. Dokonam wtedy jakiejś analizy porównawczej. Na razie podekscytowanie rośnie, i rośnie. Więc cieszmy się dobrą piłką, oby w wykonaniu naszych. Do zobaczenia!

Tutaj możecie przeczytać poprzednie felietony z tej serii!

O redaktorze

Raper, producent, autor tekstów. Miłośnik mediów społecznościowych, dobrej muzyki i filmów oraz szczerych tekstów. Zapalony Instagramer. Wykonawca hip-hopu alternatywnego.

Wszystkie artykuły